"DZIEWCZYNY SĄ LEPSZE"

   Gdy wchodzę na salę gimnastyczną większość osób jest już przebrana. Białe kimona otaczają mnie ze wszystkich stron. Czuję na sobie zaciekawione spojrzenia. Kim jest ten facet, może nowy? Wzrokiem szukam człowieka, który mnie tu zaprosił. Po chwili wyławiam go z tłumu. Środkiem sali idzie niepozorny młody mężczyzna. W pierwszej chwili ogarnia mnie zdumienie. Czy tak wygląda instruktor karate? Spodziewałem się barczystego faceta, który spojrzy na mnie z góry i zmiażdży mi dłoń stalowym uściskiem. Kogoś, komu już z daleka schodzi się z drogi. Jednak, jak się miałem wkrótce dowiedzieć, pozory mylą, to zresztą jedna z zasad świata sztuk walki.

   Maciej Miller nikogo by nie przestraszył swoim groźnym wyglądem. Uśmiecha się na mój widok i podajemy sobie ręce. Ma mocny i pewny uścisk, ale pozostawia moje kości nienaruszone (chwała Bogu). Kolejna myśl, która świta mi w głowie, że to bardzo miły człowiek. Gdyby mi go ktoś pokazał na ulicy i spytał, czy ten facet dałby radę posłać na deski kilku bywalców siłowni, roześmiałbym mu się prosto w nos. Tymczasem patrzyłem na wielokrotnego zdobywcę pucharu Polski w zawodach ful kontaktowych, mistrza Polski, Hiszpanii i Niemiec, wieloletniego zawodnika i instruktora, posiadacza czarnego pasa i drugiego dana w karate Kyokushin, jednego z najtwardszych stylów karate.  Tak, jak powiedziałem, pozory mylą. 


 Trening się rozpoczął. Cała sala ożyła. Najpierw rozgrzewka, a potem trening ogólnorozwojowy. Pompki, skakanka, przysiady, walka z cieniem (pojedynek z wyimaginowanym przeciwnikiem), ciężary i brzuszki. To tylko niektóre z szerokiego asortymentu ćwiczeń. Siadamy na ławce i pytam o początki klubu. 

Do klubu może przyjść praktycznie każdy, wiek, płeć, czy sprawność fizyczna nie mają większego znaczenia. Ćwiczą tu zarówno dzieci, młodzież, czy dorośli. Kątem oka dostrzegam na sali ojca z synem, obaj ubrani w białe kimona. Jest też kilka dziewczyn. 


   Zadaję mojemu rozmówcy najbardziej banalne pytanie na świecie: dlaczego zacząłeś ćwiczyć karate, czemu nie poświęciłeś się powiedzmy sztuce wypiekania garnków z gliny lub deklamowaniu wierszy? Uśmiecha się. Opowiada mi, że w dzieciństwie był zawsze najmniejszy i najsłabszy w klasie. Takie uwarunkowania czyniły z niego idealną ofiarę do prześladowań. Był wtedy taki boom na filmy o sztukach walki, uśmiecha się, chciałem być taki jak Jean Claude Van Damme, ale tak naprawdę chciałem się po prostu móc obronić. Rozmowa mnie wciąga, karatecy zaczynają ćwiczenia w parach. Ciosy, bloki, wysokie kopnięcia, ja słucham co ma do powiedzenia ich nauczyciel.


   Sam widzisz, skoro człowiek mojej postury mógł zostać instruktorem karate, to równie dobrze może to zrobić każdy. Dlatego nasz klub jest otwarty dla wszystkich, którzy chcieliby poprawić swoją kondycję, trochę się poruszać, nauczyć się samoobrony, lub poznać karate. Bo karate, to nie tylko trening walki, to filozofia życia. To już mój sposób na życie. 
   Mamy sekcje dla małych dzieci. Treningi mogą zacząć już sześciolatki. Oczywiście dla nich to będzie trening przez zabawę. Gry zespołowe, nauka koordynacji. Spotykam się czasem z obawą rodziców, który wahają się, czy posłać dziecko na zajęcia, bo stanie się agresywne. Nic bardziej mylnego. Możesz mi uwierzyć, że efekt jest dokładnie odwrotny. Dzieci uczą się na treningu dyscypliny, szacunku do starszych, systematyczności, a jednocześnie rozładowują napięcie. Kiedyś przyszła do mnie na trening jedna pani ze swoim synem. Chłopak był nadpobudliwy, nikogo się nie słuchał. Nawet podczas naszej pierwszej rozmowy uciekał kilka razy z sali i mama musiała go gonić po całej szkole. To był chłopak nie do opanowania, dopóki do nas nie przyszedł (śmiech). Został na treningu, a tam zabawa w berka, co chwila jakaś gra zespołowa, ćwiczenia. Po roku chłopak pojechał z nami na obóz i zdobył medal w turnieju. To oczywiście była walka na tarcze, ale ważne, że wygrał. To był jego sukces, gdybyś widział jego minę, jaki był z siebie zadowolony. 
   Tak jak powiedziałem, może tu przyjść każdy. Jakiś czas temu rozmawiałem z pięćdziesięciolatkiem, który nigdy niczego nie ćwiczył, a teraz chciałby zacząć. Oczywiście go przyjąłem.  Treningi zawsze zaczynamy od pracy nad kondycją fizyczną, potem dopiero wprowadzamy podstawy walki, pozycje, chodzenie, układy ruchów, bloki. Liczy się chęć. Czasami przychodzą do mnie ludzie dwudziestokilkuletni i mówią, że chcieliby zacząć ćwiczyć, by startować w zawodach. Dobrze, czemu nie, tak jak powiedziałem, liczy się chęć. Każdy ma swoją drogę. Chcesz być zawodnikiem, chcesz startować w zawodach, zapraszamy. Chcesz poprawić swoją kondycję lub nauczyć się samoobrony, chętnie ci pomogę.

 
   Dobrze, ale muszę ci zadać kolejne równie banalne pytanie. Powiedz mi, czy kiedykolwiek wykorzystałeś swoje umiejętności w prawdziwej walce?  Maciek przez chwilę się zamyśla i wreszcie odpowiada:
Niestety zdarzyło się kilka razy. Nie miałem jednak innego wyjścia. Ale musisz wiedzieć, że walka jest zawsze ostatecznością, nigdy sami nikogo nie zaczepiamy, nie prowokujemy. Powiem więcej, człowiek wyszkolony w sztukach walki może łatwiej jej uniknąć, niż ktoś, kto się boi. Ludzie szukający zaczepki na ulicy z reguły wyczuwają strach i niepewność. Jednak gdy napotkają spokój i opanowanie, wierz mi, można uniknąć walki bez łamania komuś nosa. 

   Już po kilku miesiącach treningu zdołał się sam obronić. To samo się tyczy dziewczyn.  Mogą czuć się bezpieczniej i w sytuacji awaryjnej nie są skazane na innych. Nie zawsze jest tak, że ktoś nam pomoże. 
Karate daje pewność siebie, ale uczy też pokory. Znam wiele takich przypadków, gdy na trening przychodzi jakiś dryblas, duży i silny. Tacy nie są w stanie wytrzymać kondycyjnie nawet rozgrzewki. Są silni, ale wolni. Nie potrafią dobrze uderzać, szybko się męczą. Nagle trafiają do nas i okazuje się, że jest w stanie ich pokonać chłopak o głowę mniejszy. Wygrywa technika, szybkość, ale też duch walki. 


   Chcesz powiedzieć, że drobny okularnik może znokautować osiłka z siłowni? Wolne żarty. A co z dziewczynami? Czy drobna dziewczyna dałaby radę się obronić?
Nie od razu. Nie zrobimy z okularnika supermana w tydzień. Ale wierz mi, jeżeli będziesz chodził systematycznie i ciężko ćwiczył, gwarantuje ci, że nie będziesz łatwym przeciwnikiem. A jeżeli mowa o dziewczynach, to dziewczyny są lepsze od chłopaków. Lepsze technicznie. Facet w dużej mierze opiera się na sile. Nie od razu zdaje sobie sprawę, że kluczem do zwycięstwa jest technika. Co więcej, wiele razy wydziałem na zawodach, że to właśnie dziewczyny walczą bardziej zawzięcie od chłopaków (śmiech). 
Liczy się duch walki i serce do karate.

 

Wywiad przeprowadził Rafał Skowroński